Home Główna Józef Tkaczuk – gdzie jesteś?

Józef Tkaczuk – gdzie jesteś?

by Redakcja

Stolica stała się moim domem w 1995 roku. Szmat czasu. Przyjechałem z niewielkiego miasteczka na Podlasiu. Nikt wtedy nie używał jeszcze terminu „słoik”, czy nim byłem, pewnie trochę tak. Cotygodniowe pielgrzymki do rodziców nie były mi obce, Dworzec Stadion – PEKAES, towarzysz plecak wypchany specjałami z rodzinnego domu, nie wyprę się. Każdy poniedziałek witałem rankiem z tłumem pędzącym na 195 i na uczelnię.  Zagubiony i zafascynowany olbrzymią i szybko zmieniającą się metropolią, próbowałem płynąć z nurtem codziennych spraw. Oczywiście jak czas pokazał bezskutecznie. Wiele rzeczy wtedy przykuwało moją uwagę, jedną z nich była prawdziwa warszawska legenda Józef Tkaczuk. To imię i nazwisko były dosłownie wszędzie, przejścia podziemne, bramy, przystanki, ściany budynków, uniwersytecka toaleta. Nie miałem bladego pojęcia kim był rzeczony i czy w ogóle był. Obowiązujące w owym czasie były dwie wersja jedna, że to postać całkowicie fikcyjna, która na zasadzie performansu pojawiła się nagle wśród części warszawskiej, zbuntowanej młodzieży, druga głosiła faktyczne istnienie Józefa Tkaczuka i sytuowała go jako jednego z wielu szkolnych pracowników. Szczerze w ogóle nie miało to dla mnie żadnego znaczenia, zakładałem że nawet jeśli bohater wczesnych „murali” (to złe słowo, inskrypcja jeszcze gorsze) faktycznie istniał, to został niejako ograbiony ze swojej tożsamości. Stworzony na nowo, stał się całkowicie komiksowym tworem wczesnej III RP, który niczym marvelowscy superbohaterowie, stał się ikoną lat dziewięćdziesiątych. Kompletnie nie wiem jakimi mocami dysponował Józef Tkaczuk, niechybnie na czoło wybijało się jego wszędobylstwo. Wszak najpopularniejszymi hasłami były: „Józef Tkaczuk tu byłem” zamiennie z „byłem tu Józef Tkaczuk”, warszawski bohater bywał w wielu polskich miastach ale jak sam widziałem i donosili znajomi również na świecie.

Wiem, wszyscy zapewne czytaliście oficjalne informacje na temat kim w istocie był Józef Tkaczuk, gdzie pracował jak złościła go nieproszona sława. Ja również dotarłem do tych informacji, grubo po 2000 roku, dlaczego tak późno. To źle postawione pytanie. Właściwym jest po co? Rzecz jasna przypadkiem i ta wiedza nie była mi do niczego potrzebna.

Polska pogrążona w reformach, przekształceniach, walki o kapitalizm, szalejącego bezrobocia, upadku wartości, inflacji, potrzebowała niekonwencjonalnych środków wyrazu. Józef Tkaczuk taki właśnie BYŁ, po prostu, na przekór wszystkim i wszystkiemu BYŁ. Mam wrażenie, że spora część młodzieży tamtych lat tego właśnie potrzebowała. Chcieliśmy być, zostać zauważonymi, byliśmy ludźmi przedmiotowo upchniętymi w nowy system. Rzuconymi na głęboką wodę, na pastwę miraży bogactwa zachodu, brutalnie ścierającymi się z polską szarą rzeczywistością. Fortuna, wyjątkowo kapryśna pani, wydawała się być na wyciągnięcie rąk, ciężko pracujących, uczących się młodych ludzi, kombinujących, handlujących po bazarach i jeden Bóg wie co jeszcze. Po latach wspomnienia tamtych dni odżywały przy płytach Sidneya Polaka (słynna „Chomiczówka”), T.Love, Kultu, Bimber Poland i wielu innych.

Łza się w oku kręci; „nie ma wrogów i nie ma przyjaciół, a każdemu los różnie odpłacił” (Chomiczówka). Pośród upadłych autorytetów wymyśliliśmy sobie Józefa Tkaczuka, który poza tym, że gapił się na nas z murów i ścian kompletnie niczego nie wnosił, a może miał stać się w pełni wykształconym bohaterem pokolenia (niosącym na ulicach siłę i zniszczenie dla zła wszelkiej maści), niestety jak to w latach dziewięćdziesiątych, tyle z tego wyszło co z nowego polskiego czołgu, myśliwca, rodzimego samochodu, motocykla, czyli g…no! Pozostaje napisać, żegnaj Józefie Tkaczuku, gdziekolwiek teraz jesteś…

Poniżej dla amatorów faktografii i sztywnego definiowania wikipedystyczna notka o Józefie Tkaczuku.

Fenomen Józefa Tkaczuka (fenomen JT) etnograficzny i socjologiczny fenomen w postaci inskrypcji na murach warszawskiej Saskiej Kępy i Grochowa (a następnie w całej Polsce i w wielu miejscach świata, do których docierali Polacy), który pojawił się na przełomie lat 80 i 90 XX wieku, będący swoistym ewenementem wśród młodzieżowego graffiti.

Napisy z tą nazwą własną pojawiały się najczęściej sezonowo w okresie np. kampanii wyborczych przy wyborach parlamentarnych czy prezydenckich: Tkaczuk na prezydentaTkaczuk naszym kandydatemTkaczuk dobrym Prezydentem, Demokratą i Turkiem[1]. W okresie wyborów parlamentarnych w roku 1993 fenomen ten przekształcił się w happening – Józef Tkaczuk posiadał własne plakaty jako osoba startująca z fikcyjnej listy nr 68 wraz z programem wyborczym. Tego typu napisy pasożytowały także na plakatach wyborczych innych kandydatów czy partii politycznych.

Popularnym hasłem było Tu byłem. Józef Tkaczuk (ew. w formie Józef Tkaczuk. Tu byłem stosowane też bez imienia, tylko z samym nazwiskiem) umieszczane zarówno w Polsce, jak i za granicą (np. na Słowacji, Węgrzech, Wielkiej Brytanii, Francji, Hiszpanii, Egipcie).

W październiku 1994 r. hasło „Gdzie jest Józef Tkaczuk?” zostało wykorzystane w kampanii reklamowej papierosów Winns, a w 2014 w reklamie jednej z firm telekomunikacyjnych pojawiło się popiersie Józefa Tkaczuka.

JÓZEF TKACZUK, WARSZAWA, FENOMEN JÓZEFA TKACZUKA, STOLICA, W WARSZAWIE, WARSZAWSKI FOLKLOR, CHOMICZÓWKA, MURAL, GRAFFITI, PEKAES, III RP, WINNS, FENOMEN JÓZEFA TKACZUKA, BIMBER POLAND

POWIĄZANE ARTYKUŁY

ZOSTAW KOMENTARZ