Home Główna Medialny płot

Medialny płot

by Redakcja

Prawie czternaście miesięcy temu, 2 czerwca 2019 roku, zamordowano prezydenta rejencji Kassel, Waltera Lübcke. Człowiek ten został zgładzony strzałem w głowę przed swoim domem, a ów czyn zakwalifikowano jako zabójstwo polityczne, dopatrując się w nim działań skrajnie prawicowych ekstremistów. Kilkanaście dni po dokonaniu zbrodni na niemieckim polityku, aresztowano jego mordercę – Stephana Ernsta, osobnika powiązanego z neonazistowską grupą terrorystyczną „Combat 18 Deutschland” oraz Narodowodemokratyczną Partią Niemiec. Tak, Drodzy Czytelnicy, macie dobry wzrok, ja zaś nie pomyliłem dat i piszę o sytuacji jaka miała miejsce u naszych zachodnich sąsiadów pod koniec drugiej dekady XXI wieku, a nie o latach 30-tych ubiegłego stulecia. Nawet nie proszę, abyście poszukali Państwo dziennikarskiej burzy w nadwiślańskich mediach, czy sążnistych tekstów analizujących sytuację, która znalazła tak tragiczny finał, gdyż o to będzie trudno. W zamian możecie natknąć się na bogaty materiał zdjęciowy ukazujący kilku osobników świętujących urodziny Hitlera przy torcie z wafelkami, ułożonymi w hakenkreuz. Dla jasności sytuacji dodam, że rzecz cała działa się gdzieś w czeluściach śląskich kniei, a wykryli ją przenikliwi żurnaliści jednej ze stacji telewizyjnych, dzięki posłużeniu się wyrafinowaną dziennikarską prowokacją. Gdyby nie oni, to nikt nie miałby pojęcia o pełzającym faszyzmie i nazizmie, jaki ogarnia nasz piękny kraj. Cóż, prawdziwą europejskość i demokrację możemy oglądać jedynie w okolicach Berlina lub Hamburga, przykładając kaprawe ślepia do otworu w oddzielającym nas „medialnym płocie”.

„Medialny płot” nie jest jednak na tyle szczelny, aby z przedostających się przez niego informacji, nie móc wyciągnąć wniosków o sytuacji za Odrą. Dzięki przeciekom wiemy, że Federalny Urząd Ochrony Konstytucji (BfV) – czyli niemiecki kontrwywiad cywilny – objął ścisłym nadzorem działalność jednego z oddziałów partii politycznej, a mianowicie brandenburską część Alternatywy dla Niemiec (AfD). Sprawa ma związek z osobą Andreasa Edwina Kalbitza, dotychczasowego przewodniczącego AfD w Poczdamie. Polityk został wykluczony z szeregów ugrupowania jeszcze wiosną, za zatajanie swojego wcześniejszego członkowstwa w zakazanej, neonazistowskiej organizacji Niemiecka Młodzież Wierna Ojczyźnie (HDJ). Pan Andreas, najstarszym obyczajem świata, wyraził energicznie oburzenie, a od decyzji odwołał się do wszystkich możliwych organów – z sądem cywilnym włącznie. Naturalnie, nikt nie odbiera człowiekowi prawa do obrony i Kalbitz może dochodzić swoich praw wszędzie, ale nas interesuje rzecz o wiele ciekawsza. Mianowice – znaczna część członków partii w landzie opowiedziała się po jego stronie, co było bezpośrednią przyczyną interwencji niemieckiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (MSW) i finalnie wymusiło działania kontrwywiadowcze, skierowane bezpośrednio w ugrupowanie. Wiem, że czyta się to dość lekko, szczególnie w okresie kanikuły, ale niech ktoś spróbuje sobie wyimaginować podobny komunikat wygłoszony w Warszawie! Czy Państwo widzą oczyma wyobraźni Mariusza Kamińskiego informującego, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego będzie monitorowała zachowanie polityków Konfederacji lub Polskiego Stronnictwa Ludowego? Przecież po takim wydarzeniu, programy o łamaniu demokracji pomiędzy Tatrami a Bałtykiem dotarłby nawet do eskimoskich igloo, a Pigmeje mogliby wystosować petycję wzywającą do powstrzymania autorytarnych zapędów ugrupowania rządzącego w Polsce! Wiem, że mój przekaz jest lekki, ale czasem warto dodać nutkę szyderstwa pisząc o rzeczach poważnych.

O rzeczach poważnych, takich jak ksenofobia i islamofobia, piszą także coraz obszerniej liczące się niemieckie gazety, a Horst Lorenz Seehofer, szef resortu spraw wewnętrznych, mówił wprost do obiektywów kamer o hańbie związanej z niemieckim antysemityzmem. W ciągu ostatnich miesięcy zakazano działalności co najmniej dwóm skrajnym ugrupowaniom, zaś kilka jest infiltrowanych przez służby specjalne. I znów proszę, aby Czytelnicy spróbowali przenieść analogiczną sytuację do Polski. Przecież to się w głowie nie mieści, przynajmniej mojej! Jak to możliwe, że u nas nic podobnego nie ma miejsca? Prawdopodobnie dlatego, że my, Polacy, charakteryzujemy się zdrowym rozsądkiem, umiłowaniem spokoju, jesteśmy tolerancyjni i wciąż przywiązani do własnej tradycji. Generalnie unikam poruszania tematów związanych z Kościołem, gdyż jest to materia niezwykle delikatna i osobista, ale w tym wypadku zrobię wyjątek i zaryzykuję tezę, że głoszona przez księży nauka odgrywa niebagatelną rolę w kształtowaniu postaw ludzkich. Dodam także, że osobiście znam przekaz kapłanów jedynie z mediów, zaś sam do świątyń nie uczęszczam, toteż trudno mnie posądzić o agitację na rzecz wiary katolickiej lub jakiekolwiek innej. Uważam, że kurs obrany przez naszych rodaków jest dobry i pozytywnie zaowocuje w najbliższym czasie.

W najbliższym czasie czeka nas także pięciomiesięczne przewodnictwo Niemiec w Unii Europejskiej. Zbliża się trudny czas dla wszystkich, ponieważ będą podejmowane strategiczne decyzje, mające wpływ na przyszłość wszystkich państw Wspólnoty, a w takich sytuacjach konflikt jest nieunikniony. Sądzę, że zaangażują się w niego także tytuły prasowe, stacje telewizyjne i rozgłośnie radiowe, próbując zdeprecjonować nasze państwo na arenie międzynarodowej. W czasie zwarcia można i należy szermować sytuacją w krajach „starej Europy”, gdyż nic nie zostanie nam oszczędzone i nie może w tym przeszkodzić żaden „medialny płot”.

Howgh!

Tȟašúŋke Witkó, 27 lipca 2020 r.

POWIĄZANE ARTYKUŁY

ZOSTAW KOMENTARZ